To zdanie rzadko wypowiadamy na głos. Częściej pojawia się gdzieś z tyłu głowy, przed ważnym spotkaniem, wystąpieniem, awansem czy nowym wyzwaniem. Możemy mieć doświadczenie, wiedzę i konkretne osiągnięcia, a mimo to czuć, że tak naprawdę tylko udajemy, że wiemy, co robimy.
To właśnie jeden z najbardziej charakterystycznych głosów syndromu oszusta.
Syndrom oszusta nie polega na tym, że rzeczywiście jesteśmy niekompetentni. Wręcz przeciwnie często dotyczy osób, które wiele osiągnęły, są odpowiedzialne, ambitne i wysoko stawiają sobie poprzeczkę. Problem polega na tym, że nie potrafią w pełni przypisać sukcesu sobie.
Kiedy coś się udaje, pojawia się: Miałam szczęście, To był dobry moment, Inni mi pomogli. To przecież nie było takie trudne, Następnym razem już się nie uda.
A kiedy coś nie wychodzi, odpowiedzialność jest natychmiastowa: Wiedziałam. Jednak nie jestem wystarczająco dobra.
W ten sposób sukces nie buduje poczucia kompetencji. Każdy kolejny sukces trzeba jakby zdobywać od nowa. Paradoks polega na tym, że syndrom oszusta może nasilać się właśnie wtedy, kiedy osiągamy więcej. Awans nie przynosi wyłącznie radości. Może przynieść również pytanie: A co, jeśli teraz wszyscy będą oczekiwać ode mnie więcej?
Nowy klient, większa odpowiedzialność, publiczne wystąpienie czy własny biznes mogą uruchomić myśl: Do tej pory jakoś sobie radziłam, ale teraz już naprawdę zobaczą, że nie wiem wszystkiego.
I zaczynamy się nadmiernie przygotowywać, sprawdzać, poprawiać, uczyć kolejnych rzeczy albo unikać sytuacji, w których moglibyśmy zostać ocenieni. Czasami nawet odkładamy działanie, czekając na moment, w którym wreszcie poczujemy się „wystarczająco gotowi”. Tyle że taki moment może nigdy nie nadejść.
Syndrom oszusta może wyglądać różnie. Możemy rozpoznawać u siebie kilka z tych wzorców jednocześnie.
Perfekcjonista myśli: Jeśli zrobię wszystko idealnie, nikt nie odkryje moich braków.
Ekspert ciągle się dokształca, bo uważa, że jeszcze za mało wie, żeby mieć prawo czuć się kompetentnym.
Naturalny geniusz wierzy, że jeśli naprawdę jest dobry, wszystko powinno przychodzić mu łatwo. Trudność zaczyna więc oznaczać porażkę.
Solista nie chce prosić o pomoc, bo pomoc mogłaby odsłonić jego niewiedzę lub słabość.
Superbohater próbuje być świetny we wszystkim – w pracy, relacjach, domu, rozwoju i życiu prywatnym. Odpoczynek zaczyna traktować niemal jak dowód lenistwa.
Za każdym z tych sposobów może kryć się podobne przekonanie: Muszę jeszcze coś zrobić, żeby zasłużyć na poczucie, że jestem wystarczająco dobra.
A może nie musisz już niczego udowadniać?
Pierwszym krokiem nie jest pozbycie się wszystkich wątpliwości. Wątpliwość jest przecież częścią życia. Możemy być kompetentni i jednocześnie nie znać odpowiedzi. Możemy czuć stres przed wystąpieniem. Możemy popełniać błędy.
Ważne jest to, co zrobimy z tym uczuciem. Zamiast: „Boję się, więc chyba się nie nadaję.” możemy powiedzieć: „Boję się, bo to jest dla mnie ważne. I nadal mogę to zrobić.”
Zamiast: „To był przypadek.” spróbować: „Miałam szczęście, ale również wiedzę, doświadczenie i pracę, które doprowadziły mnie do tego miejsca.”
I zamiast od razu szukać kolejnego kursu, kolejnego certyfikatu czy kolejnego sposobu na udowodnienie swojej wartości, warto czasami zatrzymać się i zobaczyć, co już naprawdę potrafimy.
Pomocny może być prosty „folder dowodów” – wiadomości od klientów, dobre opinie, zakończone projekty, podziękowania, osiągnięcia, sytuacje, z których jesteśmy dumni. Nie po to, żeby przekonywać siebie, że jesteśmy idealni. Po to, żeby pamiętać o faktach również wtedy, gdy emocje mówią coś zupełnie innego.
Przestrzeń dla kobiet - o rozwoju, odkrywaniu siebie, pracy i pięknych spotkaniach.